Czy oszczędzanie można przedawkować? Polacy lubią odkładać pieniądze na czarną godzinę – nadal mają jednak problem z tym, co dalej

Czy oszczędzanie można przedawkować? Polacy lubią odkładać pieniądze na czarną godzinę – nadal mają jednak problem z tym, co dalej

Skala majątku gromadzonego przez Polaków rośnie w tempie, jakiego dawno nie widzieliśmy. Ekonomiści ING szacują jednocześnie, że w 2025 roku Polacy odkładali średnio około 8 proc. swoich dochodów – najwięcej od pandemicznego 2020 roku. Oszczędzanie powoli staje się więc naszym finansowym nawykiem. Pytanie tylko, czy na samym gromadzeniu pieniędzy powinno kończyć się budowanie bezpiecznej przyszłości? 

– Regularne odkładanie pieniędzy daje bezcenne poczucie spokoju. Pozwala bez stresu sfinansować nagły wydatek czy awarię bez sięgania po drogi kredyt czy proszenia o pomoc rodziny bądź znajomych. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy bezpieczny bufor już istnieje, a wszystkie kolejne nadwyżki przez następne lata wciąż trafiają do tej samej „skarbonki” – zauważa Paweł Mazurek, prezes zarządu Mennicy Mazovia, oferującej Gold Plan – subskrypcyjny model zakupu złota. 

 

Ile wynosi bezpieczny bufor?  

Czym tak naprawdę jest rozsądna poduszka finansowa? Uniwersalne kwoty nie istnieją – zupełnie innego zapasu potrzebuje przecież pracujący na etacie singiel, a innego przedsiębiorca spłacający kredyt hipoteczny i utrzymujący rodzinę. Najczęściej przyjmuje się jednak, że bezpieczny bufor powinien bez problemu pokryć od trzech do sześciu miesięcy stałych wydatków. W tym wypadku kluczowa jest płynność: to środki, które mają być dostępne dosłownie na wyciągnięcie ręki, ulokowane w sposób, który nie naraża ich na istotne wahania wartości.  

 

Psychologia portfela 

Z badania „Finanse Polaków 2026” przeprowadzonego dla Banku Millennium wynika, że na inwestowanie nadwyżek finansowych decyduje się zaledwie 14 proc. z nas. Co sprawia, że tak chętnie zatrzymujemy się na etapie samej „skarbonki”? „Barometr Gotowości Inwestycyjnej Polaków 2025” pokazuje, że problem nie sprowadza się wyłącznie do braku pieniędzy – aż 60 proc. osób, które nie inwestują, posiada oszczędności. Główną barierą są nasze przekonania i strach przed utratą kapitału. Brak wiedzy tylko te obawy podsyca. Według badań Warszawskiego Instytutu Bankowości i Fundacji GPW aż 58 proc. Polaków ocenia swoją wiedzę o giełdzie i rynkach jako małą lub bardzo małą. 

– W finansach granica między poczuciem „mam pod dostatkiem” a „wciąż mam za mało” leży często w naszej głowie. Silnie działa tu tzw. awersja do straty – możliwość utraty pieniędzy odczuwamy zwykle mocniej niż perspektywę osiągnięcia porównywalnego zysku. Dlatego trzymanie pieniędzy na nieoprocentowanym lub nisko oprocentowanym rachunku daje spokój i poczucie kontroli. Nawet jeśli w dłuższej perspektywie oznacza to godzenie się na cichą utratę wartości kapitału – mówi Klaudia Fryc-Mallick, psycholog.  

 

Oszczędzając, też można tracić 

Solidny fundament jest niezbędny, ale gdy poduszka finansowa jest już gotowa, kolejne nadwyżki nie muszą lądować w tej samej szufladzie. Pieniądze, które nie przynoszą odsetek wystarczających do zrekompensowania wzrostu cen, z czasem tracą siłę nabywczą. Sam fakt, że nominalna kwota na koncie się nie zmienia, nie oznacza więc jeszcze, że kapitał zachowuje swoją realną wartość.  

– O tym, jak kosztowna potrafi być bierność w zarządzaniu oszczędnościami, przekonaliśmy się wyjątkowo boleśnie w ostatnich latach. W tym czasie nałożyły się na siebie dwa potężne wstrząsy: popandemiczna fala inflacyjna i gwałtowny skok cen po wybuchu wojny w Ukrainie. W efekcie między 2020 a 2025 rokiem skumulowana inflacja w Polsce przekroczyła 40 procent. Żeby dobrze to zobrazować: 10 tysięcy złotych włożone w 2020 roku do przysłowiowej skarpetki, dzisiaj ma siłę nabywczą niespełna 7,1 tysiąca złotych. Choć obecnie sytuacja na rynku się ustabilizowała, lekcja jest jedna: pieniądze, które jedynie „leżą”, z każdym dniem tracą na wartości – podkreśla Paweł Mazurek. 

 

Spokojny portfel 

Jednym z podstawowych pojęć związanych z inwestowaniem jest dywersyfikacja, czyli rozłożenie kapitału pomiędzy różne klasy aktywów. Jej znaczenie wynika z tego, że poszczególne aktywa mogą inaczej reagować na zmiany sytuacji gospodarczej i rynkowej. Dzięki temu ryzyko związane z całym portfelem nie musi zależeć wyłącznie od zachowania jednego rodzaju inwestycji. 

– Na rynku mamy aktywa ofensywne, defensywne i wyrównujące. Te ostatnie są interesujące z punktu widzenia dywersyfikacji, ponieważ mogą zachowywać się inaczej niż akcje i obligacje, a dzięki temu wpływać na stabilność całego portfela w różnych scenariuszach rynkowych. Jednym z przykładów jest złoto. Jego rola w portfelu nie polega jednak na zastępowaniu lokat, obligacji czy akcji, lecz na ich uzupełnianiu. To właśnie na tej różnorodności opiera się sens dywersyfikacji – nie chodzi o znalezienie jednego „najbezpieczniejszego” rozwiązania, ale o zrozumienie, w jaki sposób różne rodzaje aktywów mogą wpływać na ryzyko całego portfela – dodaje Paweł Mazurek. 

 

Inna rola dla każdej złotówki  

Polacy niezmiennie preferują najbardziej zachowawcze formy lokowania kapitału. Z danych Analiz Online wynika, że na koniec pierwszego kwartału 2026 roku oszczędności gospodarstw domowych w Polsce osiągnęły poziom blisko 3 bilionów złotych, z czego aż 66 proc. było ulokowane w tradycyjnych depozytach oraz w gotówce. Statystyki te jednoznacznie pokazują, że choć kapitał w polskich portfelach rośnie, nadal rzadko decydujemy się na jego aktywne pomnażanie. 

– Poduszka finansowa jest jak koło zapasowe w samochodzie – jedna jest niezbędna na wypadek awarii w trasie, ale nikt nie kupuje więcej, bo to mija się z celem – porównuje Paweł Mazurek. – Dojrzałe podejście do domowego budżetu nie polega na rezygnowaniu z oszczędzania, ale na nadaniu pieniądzom konkretnych zadań. To dlatego w przypadku budowania bezpieczeństwa finansowego tak ważne staje się pytanie: czy wszystkie moje pieniądze naprawdę muszą robić dzisiaj dokładnie to samo? –  podsumowuje ekspert. 

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz