Podatek od własnych czterech kątów może wzrosnąć do kilkunastu tysięcy złotych rocznie! - Poilish Magazine

Podatek od własnych czterech kątów może wzrosnąć do kilkunastu tysięcy złotych rocznie!

20 marca Klub Nowej Lewicy złożył w Sejmie projekt ustawy o podatku od tzw. biznesu mieszkaniowego. Nowa danina miałaby objąć osoby posiadające trzy i więcej mieszkań. Początkowa stawka to 0,5% wartości nieruchomości, ale w ciągu 15 lat ma ona wzrosnąć nawet do 1,5%. Co to oznacza w praktyce? Dla przykładowego mieszkania 70 m² w Warszawie roczny podatek zamiast dzisiejszych 87 zł wyniósłby docelowo ponad 13,6 tys. zł. To nie kosmetyka, tylko zmiana skali – ponad 150 razy więcej niż dziś.

Projekt zakłada przy tym, że właściciele jednego lub dwóch mieszkań praktycznie nie odczują zmian – dalej zapłacą maksymalnie ok. 0,02% wartości nieruchomości. Wyższy podatek pojawia się dopiero od trzeciego lokalu. W pierwszych latach wynosiłby 0,5% rocznie, a potem stopniowo rósł o 0,1 punktu procentowego, aż do poziomu 1,5%. Co więcej, gminy mogłyby podnieść tę stawkę nawet do 3%.

Weźmy prosty przykład. Mieszkanie 70 m² w Warszawie. Przy średniej cenie ok. 13 tys. zł za metr to dziś jakieś 910 tys. zł wartości. Roczny podatek od nieruchomości? 87 zł. I teraz zmiana: według propozycji Lewicy właściciel trzeciego takiego mieszkania zapłaciłby już nie kilkadziesiąt złotych, tylko 4 550 zł w pierwszym roku. Po dziesięciu latach – 9 100 zł. Docelowo – 13 650 zł rocznie. To nie jest korekta. To jest zmiana rzędu kilkudziesięciu razy – kalkuluje Maciej Gołębiewski, ekspert ds. inwestowania w nieruchomości i twórca dobregonajmu.pl.

Fundamentalne „ale”

Projekt ustawy budzi wiele wątpliwości. Wśród zastrzeżeń pojawiają się te dotyczące tego, że podstawą wyceny ma być średnia cena transakcyjna w danej gminie z rządowego portalu DOM (Dane o Obrocie Mieszkaniami), którego jeszcze nie ma. Jego uruchomienie planowane jest na drugą połowę 2027 roku, co stawia pod znakiem zapytania terminowość wdrożenia ustawy. Dodatkowo niepokój rodzi fakt, że podatek ma być liczony nie od realnej wartości mieszkania, tylko od średniej ceny w gminie.

Upraszczając oznacza to, że lokal do remontu na parterze przy torach i świeżo wykończone mieszkanie na dziesiątym piętrze z widokiem na park – przy tym samym metrażu – będą kosztować dokładnie tyle samo. Mało tego. Wystarczy, że w okolicy powstanie jedna luksusowa inwestycja i średnia cena w gminie idzie w górę. A razem z nią podatek – dla wszystkich. Niezależnie od standardu, lokalizacji czy faktycznej wartości mieszkania – wylicza Maciej Gołębiewski.

Szczytna idea

Zwolennicy rozwiązania wskazują, że podatek mógłby ograniczyć koncentrację mieszkań w rękach inwestorów i zwiększyć dostępność lokali dla osób kupujących na własne potrzeby. Eksperci wskazują jednak, że tak skonstruowana ustawa zamiast zwiększyć dostępność mieszkań, może ograniczyć ich podaż.

Projekt nie buduje ani jednego nowego lokalu. Nie obniża cen. Może natomiast podnieść czynsze, bo właściciele mieszkań na wynajem po prostu przerzucą koszt podatku na najemców. Zapłacą więc ci, których nie stać na własne M – dokładnie ta grupa, którą Lewica deklaruje chronić – zaznacza. – Oczywiście to wszystko stanie się przy założeniu, że właściciele nie wykorzystają furtki zostawionej przez twórców ustawy. Wystarczy przepisać mieszkania na członków rodziny i obowiązek podatkowy znika. Projekt nie przewiduje realnej weryfikacji takich powiązań – dodaje Gołębiewski.

Reakcje polityczne: projekt bez poparcia rządu

Premier Donald Tusk zdystansował się od inicjatywy, stwierdzając publicznie: „Na pewno nie będzie to projekt rządowy”. Minister finansów Andrzej Domański tydzień wcześniej, na konferencji poświęconej strategii mieszkaniowej rządu, oświadczył wprost, że rząd nie pracuje nad podatkiem katastralnym. Prezydent Karol Nawrocki już w kampanii wyborczej nawoływał do wpisania zakazu tego typu podatków do Konstytucji. PSL i Koalicja Obywatelska również nie deklarują poparcia. Projekt nie ma większości sejmowej.

Brak większości sejmowej, brak poparcia rządu, deklarowane weto prezydenta – ten projekt nie przejdzie. Ale sam fakt, że taki projekt trafia do Sejmu, to już zmiana. Wcześniej o podatku katastralnym mówiła Razem – partia spoza rządu. Dziś temat podnosi ugrupowanie koalicyjne, z marszałkiem Sejmu. To znaczy jedno: ten temat nie zniknie. Będzie wracał. A inwestorzy powinni go rozumieć, zanim zacznie ich realnie kosztować – uczula Maciej Gołębiewski.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz