nowy-jezyk-nowa-klasa-nowy-swiat-jak-pomoc-dziecku-z-innego-kraju-odnalezc-sie-w-polskiej-szkole

Nowy język, nowa klasa, nowy świat. Jak pomóc dziecku z innego kraju odnaleźć się w polskiej szkole?

Rozpoczęcie roku szkolnego dla każdego dziecka oznacza powrót do zeszytów, sprawdzianów, kolegów i codziennej rutyny. Dla ucznia, który właśnie przyjechał do Polski z innego kraju, może jednak oznaczać znacznie więcej: nowy język, nową kulturę, inne zasady funkcjonowania szkoły i konieczność odnalezienia się w grupie, która już wcześniej zdążyła się zintegrować.

Według najnowszych danych Systemu Informacji Oświatowej z czerwca 2026 r. w polskich szkołach było 243 835 uczniów-cudzoziemców. To najświeższa dostępna liczba przed rozpoczęciem roku szkolnego 2026/2027 – pokazuje skalę zjawiska, z jaką polska edukacja wchodzi w nowy rok. Jeszcze wyraźniej widać skalę potrzeby wsparcia językowego. Według danych SIO na 3 sierpnia 2026 r. z bezpłatnej, dodatkowej nauki języka polskiego korzystało 61 636 uczniów, w tym 45 475 uchodźców z Ukrainy.
W oddziałach przygotowawczych uczyło się natomiast 2935 uczniów.

W szkole trzeba nauczyć się nie tylko słówek i gramatyki. Trzeba również nauczyć się ludzi. Co więc dzieje się z dzieckiem pomiędzy „nie znam jeszcze języka” a „czuję się tutaj jak u siebie”? – Barierę językową bardzo łatwo zauważyć, ale to tylko jedna część problemu. Dziecko trafiające do polskiej szkoły musi jednocześnie nauczyć się nowego sposobu funkcjonowania. Nie zna jeszcze zasad obowiązujących
w klasie, nie wie, jak zwracają się do siebie uczniowie, kiedy można zażartować, jak poprosić o pomoc.
A wszystko to dzieje się w języku, którego często dopiero się uczy
– mówi Klaudia Fryc-Mallick, psycholożka międzykulturowa, trenerka.

„Nie rozumiem” może oznaczać znacznie więcej niż brak słówek

Dla dziecka, które nie zna dobrze polskiego, problemem nie jest wyłącznie zrozumienie podręcznika. Wyobraźmy sobie zwykłą przerwę między lekcjami. Kilkoro dzieci rozmawia, ktoś rzuca żart, pozostali zaczynają się śmiać. Nowy uczeń słyszy słowa, ale nie rozumie kontekstu. Nie wie, co było zabawne.
Nie wie też, czy może się włączyć. Podobnie wygląda sytuacja podczas lekcji. Nauczyciel zadaje pytanie, dziecko zna odpowiedź, ale nie potrafi jej szybko sformułować po polsku. Klasa czeka. Pojawia się wahanie, stres, ktoś z klasy może się zaśmiać, nie wytrzymując napięcia. Kolejnym razem uczeń może już nie podnieść ręki. – Jeżeli taka sytuacja powtarza się wiele razy, dziecko może zacząć wycofywać się z aktywności. Nie zgłasza się, nie czyta na głos, nie inicjuje rozmów. Z zewnątrz można uznać, że jest nieśmiałe albo niezaangażowane. Tymczasem ono może po prostu bać się, że zrobi błąd i zostanie wyśmiane – tłumaczy Klaudia Fryc-Mallick. Dlatego tak ważne jest, aby nauczyciel nie interpretował milczenia automatycznie jako braku wiedzy czy zainteresowania.

 

Nieznajomość języka nie oznacza braku wiedzy

To jeden z najważniejszych problemów, z jakimi mogą spotkać się uczniowie z doświadczeniem migracji. Dziecko może doskonale rozumieć matematykę, fizykę czy informatykę, ale nie potrafić wyjaśnić swojej wiedzy po polsku. – Nie możemy mylić braku znajomości języka z brakiem kompetencji. Dziecko może wiedzieć, jak rozwiązać zadanie, ale nie potrafić jeszcze powiedzieć tego w języku polskim. Dlatego szczególnie na początku warto rozdzielać ocenę wiedzy od oceny sprawności językowej – mówi ekspertka. Pomocne mogą być proste rozwiązania: ilustracje, schematy, słowniczki, możliwość zapisania odpowiedzi, korzystanie ze słownika czy narzędzi tłumaczących.

 

Zgodnie z obowiązującymi zasadami uczniowie przybywający z zagranicy, którzy nie znają języka polskiego lub znają go w stopniu niewystarczającym do nauki, mają prawo do dodatkowej, bezpłatnej nauki języka polskiego.

 

Zajęcia powinny odbywać się w wymiarze pozwalającym uczniowi opanować język na poziomie umożliwiającym udział w obowiązkowych zajęciach, przy czym minimalny wymiar to dwie godziny tygodniowo. Ale nawet najlepsze zajęcia językowe nie rozwiążą całego problemu. – Języka nie uczymy się przecież wyłącznie na dodatkowych lekcjach. Uczymy się go również podczas przerw, rozmów
z kolegami, wspólnych projektów i codziennych sytuacji. Dlatego dziecko potrzebuje nie tylko lekcji polskiego, ale również okazji do bezpiecznego używania języka bez lęku przed popełnieniem błędu
– podkreśla Klaudia Fryc-Mallick. Rówieśnicy mogą być największym wsparciem. Albo największym źródłem stresu

 

Jak reagują polskie dzieci?

Najczęściej pierwsza jest ciekawość. Nowy kolega lub koleżanka ma inny akcent, zna inne słowa, czasem pochodzi z kraju, o którym pozostali uczniowie niewiele wiedzą. To może być świetny punkt wyjścia do znajomości. Problem pojawia się wtedy, kiedy ciekawość przeradza się w ciągłe przypominanie dziecku, że jest „inne”. – Warto uważać, żeby nie zrobić z dziecka reprezentanta całego kraju czy kultury. Uczeń z Ukrainy, Francji, czy Indii nie jest przecież rzecznikiem wszystkich mieszkańców kraju, z którego pochodzi. Możemy pytać o jego doświadczenia, ale pamiętajmy, że przede wszystkim jest konkretnym dzieckiem, które chce mieć kolegów i koleżanki – mówi ekspertka.

 

Równie ważne jest unikanie sytuacji, w których dziecko staje się klasową atrakcją. Pytania o jedzenie, religię, rodzinę, wygląd czy zwyczaje mogą być zadawane z ciekawości, ale jeśli pojawiają się zbyt często, mogą sprawić, że uczeń zacznie postrzegać siebie wyłącznie przez pryzmat swojego pochodzenia.

 

Najłatwiej integrować się wtedy, kiedy nie trzeba „rozmawiać o integracji”

Nie każda szkoła potrzebuje wielkiej kampanii na rzecz wielokulturowości. Czasami skuteczniejsze są bardzo zwyczajne sytuacje. Wspólny projekt. Gra zespołowa. Przygotowanie klasowego wydarzenia. Praca w parach. Sport. – Najłatwiej budujemy relację, kiedy mamy coś wspólnego do zrobienia. Dzieci nie muszą przez cały czas rozmawiać o tym, skąd ktoś pochodzi. Mogą po prostu razem zrobić prezentację, zagrać w piłkę czy przygotować coś na szkolne wydarzenie. Wspólne doświadczenie często szybciej buduje relację niż specjalnie zaplanowana „lekcja integracyjna” – zauważa Klaudia Fryc-Mallick.

Dobrym rozwiązaniem może być również wyznaczenie jednej lub dwóch osób, które pomogą nowemu uczniowi w pierwszych dniach. Pokażą mu szkołę, powiedzą, gdzie znajduje się stołówka, wyjaśnią,
co trzeba przynieść na lekcję. Nie oznacza to jednak, że jedno dziecko powinno zostać „etatowym tłumaczem”. Wsparcie rówieśnicze powinno budować relację, a nie tworzyć dodatkowy obowiązek. Paradoksalnie również nadmierne wyróżnianie może utrudniać integrację. Dziecko potrzebuje pomocy, ale chce jednocześnie stać się częścią grupy.

 

– W pierwszych tygodniach uczeń może potrzebować dużo większego wsparcia. Ale naszym celem powinno być to, żeby z czasem przestał być „tym nowym z Ukrainy”, „tą dziewczynką, która jeszcze słabo mówi po polsku”. Powinien po prostu stać się kolegą z klasy – mówi Klaudia Fryc-Mallick. To szczególnie ważne w przypadku dzieci, które wcześniej miały w swoim kraju mocną pozycję. Mogły być dobrymi uczniami, mieć przyjaciół, uprawiać sport, mieć swoje zainteresowania. Po przeprowadzce nagle mogą nie być w stanie swobodnie odpowiedzieć na najprostsze pytanie. – Migracja może oznaczać utratę części dotychczasowej tożsamości. Dziecko, które wcześniej było świetne z matematyki, może nagle wyglądać jak uczeń mający problemy z nauką, bo nie potrafi jeszcze dobrze wyrazić swojej wiedzy. Dlatego bardzo ważne jest pytanie: „Co ty już potrafisz?”, a nie wyłącznie: „Czego jeszcze nie umiesz?” – podkreśla ekspertka.

 

Szkoła musi uczyć się różnorodności razem z uczniami

Wielokulturowość nie jest już problemem dotyczącym pojedynczych placówek. 244 tys. uczniów-cudzoziemców oznacza, że dla wielu nauczycieli i uczniów różnorodność kulturowa jest już codziennym elementem edukacji.

 

– Nie możemy oczekiwać, że tylko dziecko przychodzące z innego kraju będzie się dostosowywać. Integracja działa w dwie strony. Oczywiście ono musi nauczyć się języka i zasad funkcjonowania
w polskiej szkole. Ale szkoła również powinna nauczyć się funkcjonować w bardziej różnorodnym środowisku
– mówi Klaudia Fryc-Mallick.

 

Nie oznacza to rezygnacji z zasad. Oznacza raczej większą świadomość tego, że pewne zachowania mogą mieć różne znaczenia. Uczeń, który nie patrzy nauczycielowi w oczy, niekoniecznie okazuje brak szacunku. Dziecko, które nie zabiera głosu, niekoniecznie jest nieśmiałe. Rodzic, który nie pojawia się na pierwszym zebraniu, nie musi być rodzicem niezainteresowanym edukacją. – Zanim ocenimy zachowanie, warto zadać sobie pytanie, czy nie ma za nim innego kulturowego znaczenia. To jedna z podstawowych kompetencji międzykulturowych: zamiast od razu oceniać, najpierw próbujemy zrozumieć – tłumaczy ekspertka.

 

Asystent międzykulturowy

Jednym z rozwiązań systemowych jest pomoc osoby znającej język i kulturę kraju pochodzenia ucznia. MEN wskazuje możliwość zatrudnienia takiej osoby jako pomocy nauczyciela, czyli tzw. asystenta międzykulturowego. Właśnie taki model jest również elementem rządowego programu „Przyjazna szkoła”, którego działania mają być realizowane do 31 sierpnia 2027 r. Program zakłada m.in. dofinansowanie zatrudnienia asystentów wspierających uczniów z doświadczeniem migracji i uchodźstwa. – Asystent międzykulturowy może być dla dziecka czymś więcej niż tłumaczem. Może pomóc mu zrozumieć, jak działa szkoła, ale również pomóc nauczycielom i rodzicom zrozumieć perspektywę dziecka. To często właśnie ta osoba zauważa, że za pozornie prostym problemem językowym kryje się stres, izolacja albo trudność adaptacyjna – mówi Klaudia Fryc-Mallick.

 

Dobre funkcjonowanie w nowej szkole nie zaczyna się od perfekcyjnej gramatyki. Zaczyna się od poczucia bezpieczeństwa. Dziecko musi wiedzieć, do kogo może podejść, kiedy czegoś nie rozumie. Musi mieć możliwość popełnienia błędu bez obawy przed ośmieszeniem. Powinno mieć przynajmniej jedną osobę, z którą może usiąść na przerwie. I musi mieć poczucie, że jego wcześniejsze doświadczenia
i umiejętności nadal mają znaczenie. – Dziecko nie potrzebuje taryfy ulgowej. Potrzebuje poczucia, że może być sobą i jednocześnie być częścią grupy. Jeżeli cały czas słyszy, czego jeszcze nie umie, bardzo łatwo zaczyna myśleć o sobie jako o kimś gorszym. Jeżeli natomiast widzi, że ma w klasie swoje miejsce i może coś wnieść, łatwiej odzyskuje pewność siebie i zaczyna się uczyć również języka – podsumowuje Klaudia Fryc-Mallick.

 

Właśnie dlatego pytanie o uczniów z innych krajów nie powinno brzmieć wyłącznie: „Jak nauczyć ich polskiego?” Równie ważne są pytania: „Jak sprawić, żeby nie bali się mówić?”, „Jak pomóc im znaleźć kolegów?” i „Jak sprawić, żeby czuli, że są częścią tej szkoły?” Szkoła to nie tylko miejsce, w którym dziecko zdobywa wiedzę. To również jedno z pierwszych miejsc, w których buduje odpowiedź na pytanie: „czy ja tutaj należę?”

 

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz